Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Dyżury administratorów Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
409 postów 9766 komentarzy

Zawisza

Zawisza Niebieski - Hyde-Park, porozmawiaj o sprawach trudnych, bez cenzury stosowanej przez niektórych zwolenników teorii spiskowych. Tu nie banuję, chcę rozmawiać lecz na argumenty, jak Polak z Polakiem. Proszę tylko, by nie obrażać gości mego bloga.

„Niemiecka jakoś*”-bubel to, czy produkt lepszej jakości?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nie raz w reklamach spotykamy określenie „Niemiecka jakość”, szerzące tę propagandę firmy uważają, iż określenie to podnosi wartość produktu, niestety część Polaków się na to łapie.

Za każdym razem, gdy w sklepie znajdę produkt, którego opisy reklamowe podkreślają „Niemiecka jakość”, pytam sprzedawcy, „a coś wyższej jakości to może Pan mi zaoferować”? Ilu z was czytelnicy po przeczytaniu tych słów pomyśli, że jestem germanofobem? No cóż, postaram się moją tezę obronić.

Polska późno wkroczyła w obszar reklamy produktów, gdyż gospodarka socjalistyczna oparta na bazie, obywatele mają dużo pieniędzy, a podaż produktów reguluje obrót towarowy co dość dobrze ilustruje ówczesny dowcip „Co to jest lada? To miejsce w którym się dowiesz się, że lada godzina, dzień, coś będzie.”. Taka gospodarka nie potrzebowała reklamy, zaś reklama produktów raczej graniczyła z niegospodarnością przedsiębiorstwa, a plakat reklamowy bardziej spełniał rolę obrazu w muzeum niż reklamy mającej zachęcić do kupna. Reklamy pojawiły się u nas w latach 90 ubiegłego wieku a jedną z pierwszych był „Prusakolep”, czy też jakby wpisana w naszą kulturę, choć nie za dobrze odebrana „Ojciec prać Pollena 2000”.

W obszar agresywnej reklamy wchodziliśmy z dużym opóźnieniem, stąd określenie najbliższego nam państwa stosującego agresywną reklamę, czyli Niemiec „Niemiecka jakość”, „Made in Germany” wpisało się w naszą świadomość jako określenie produktu lepszego, tego poszukiwanego, podczas gdy określenia te powstały w diametralnie odmiennym znaczeniu.

Etykietę „Made in Germany” wprowadzono ustawą Merchandise Marks Act z roku 1887 i wymuszono jej stosowanie na importerach produktów niemieckich do Wielkiej Brytanii, gdyż importerzy produktów niższej jakości oznaczali swoje produkty etykietami renomowanych firm brytyjskich. Made in Germany znaczyło produkt niższej jakości, który winien być znacząco tańszy. Tak, Brytyjczycy bronili swój rynek przed zalewem niższej jakości, tańszymi produktami niemieckimi.
Powiesz czytelniku iż odległe to czasy, dziś produkty niemieckie spełniają najwyższe standardy światowe. Uśmiechnę się do Ciebie i powiem, może sarkastycznie, silniki wysokoprężne VW spełniały wysokie standardy niemieckie, miały wszystkie wymagane ku temu niemieckie atesty i co?

Ale dobrze, wróćmy do realiów dnia dzisiejszego. Od dawna krąży plotka iż środki czystości kupowane w Niemczech piorą lepiej, trzeba ich mniej dla właściwego wyprania i pachną ładniej. Domorośli przedsiębiorcy przywożą metodami wydawałoby się już archaicznymi proszki z Niemiec i innych krajów Europy Zachodniej, sprzedając je w sklepach przydrożnych z wielkimi szyldami „Chemia z Niemiec”. Sprawę tę postanowiła sprawdzić Słowacka Federacja Konsumencka zakupując w tych samych sieciach w Niemczech i na Słowacji te same produkty konsumpcyjne dnia codziennego. Poza środkami do prania kupiono produkty spożywcze. Testy wykazały jednoznacznie iż produkty firm zachodnich kierowane na rynek krajów środkowej europy to produkty gat. II. Wykonane z użyciem gorszych składników, w napojach poza cukrem stosowane są chemiczne słodziki, zamiast oleju rzepakowego stosowany jest znacznie gorszy zdrowotnie ojej palmowy, ziarna kawy nie spełniają tak rygorystycznych warunków selekcji jak ziarna kaw sprzedawanych na zachodzie europy, zaś środki do prania zawierają znacznie więcej wypełniaczy. Producenci bronią się mówiąc o innych preferencjach konsumentów. Z pewnością Polak, Czech, Słowak, Węgier woli by jego ubrania po upraniu mniej pachniały, by więcej wypełniaczy spłynęło po praniu do naszych oczyszczalni, by produkty spożywcze były wykonywane z gorszej jakości surowców, było ich mniej w podobnym opakowaniu. A może jednak powinniśmy wreszcie jak Anglicy zrozumieć iż określenie „Niemiecka jakość”, „Made in Germany” oznacza produkt niższej jakości, który można kupić tylko pod warunkiem iż sprzedawca zaoferuje znacznie niższą cenę?

Zwróćmy uwagę na tendencje reklamowe a drugą stronę. Tradycyjne produkty żywnościowe wyprodukowane na rynek Niemiecki określane są tam, jako produkty wykonane z odwiecznymi recepturami niemieckimi. Czy to weźmiemy polską tradycyjną kiełbasę Krakowską, czy tez ogórki konserwowe (o tym było głośno jakiś czas temu), czy też inne produkty.

Traktujmy wreszcie tak oznaczone produkty zgodnie z przynależną im wartością, jeśli na półce stoi produkt firmy polskiej i produkt korporacji zachodniej, w podobnej cenie, wybierzmy produkt polski. Z produktów regionalnych państw Europy Zachodniej korzystajmy tylko wtedy, gdy jest to produkt w jakiejś formie unikalny, a nam niezbędny. Póki prawo nie wymusi jednakowej jakości produktów kierowanych na rynki wszystkich krajów UE, wzorem Anglików slogan „Niemiecka jakość” traktujmy to tylko jako znak niższej jakości oferowanych produktów. A jeśli ceną nie zrekompensują, niech swoje produkty sprzedają konsumentom w swoich krajach. Mówiąc zwrotnie, „widocznie takie są preferencje konsumentów w ich krajach”. Bez zrozumienia tej sprawy zawsze będziemy klientem niższej kategorii, któremu można wcisnąć produkt niższej jakości a i tak się będzie cieszyć, ale czy tego chcemy?

Od dawna stosuję tę zasadę i obserwuję iż nie jestem w tym odosobniony. Wystarczy wejść do hipermarketu w poniedziałek rano, po „wolnej” od handlu niedzieli lub po świętach. Półki z produktami renomowanych producentów polskich świecą pustkami, a na półkach z produktami „II gatunku” wiele towaru zalega. Również potwierdza to, coraz częściej pojawiająca się na produktach głównie spożywczych informacja, „produkt polski”, „z polskich pól”, „tradycyjny produkt regionalny”.

* „Niemiecka jakoś”, taki błąd drukarski znalazłem kiedyś na okładce folderu z narzędziami stolarskimi firmy niemieckiej. Pokazałem to sprzedawcy, uśmiechnęliśmy się do siebie. 

KOMENTARZE

  • A jednak "niemiecka jakość" istniała choć
    niestety ustąpiła miejsca "jakości polskiej".Takie istnieje przekonanie tkwiące głęboko w świadomości (i tkwiące nie bez przyczyny) części współobywateli więc warto Zawiszo Niebieski spojrzeć na to poprzez pryzmat (prawie ) własnych doświadczeń.
    Autor zapewne nie wie że jeszcze w 30-stych latach XX w na częsci ówczesnej RP nie istniało nic takiego jak "cena towaru" czy minimalna gwarancja jakości towaru.A biorąc po uwagę że 99% handlu i drobne wytwórczości było w rękach żydowskich klient był rżnięty równo.Sprzedawca dyktował cenę "po uważaniu" a jeśli kupujący nie posiadał minimalnych znajomości z zakresu materiałoznawstwa ciskano my badziew jako 100% wełnę,dykte jako skórę,itp.Przeto ludzie z regionów graniczących z Rzesz Niemiecką ilekroć mieli potrzebę dokonania "poważnych zakupów" (a dla ludzi biednych to było wielki przeżycie) przekraczali granicę i zakupów dokonywali na terenie Niemiec dajmy na to w Bytomiu czy innych Gliwicach.W tamtejszych sklepach każdy towar posiadał swoją cenę a jeśli towar zaopatrzony był w metkę np że to 100% wełna to to była 100% wełna a jeśli pisało teczka skórzana to była skórzana.W tamtych czasach "polski jakość" była synonimem bylejakości,tandety a nawet jawnego oszustwa,zaś niemiecka(jakość) oznaczała coś odwrotnego; gwarancję jakości,solidność itp.To przekładało się na popularne powiedzonka np że coś jest:" słabe jak polski cwist" co należało rozumieć że jest bardzo,bardzo słabe.Cwist (nici) są zazwyczaj niezbyt mocne ale już "polskie nici" są słabe w trójnasób.
    W dzisiejszych czasach kiedy kupuje ręczniki ponoć ze 100% bawełny a one charakteryzują się zerową wchłanialnością wody mam wrażenie że "polska jakość" zwyciężyła.A system niekończących się: "promocji" "zniżek" "rabatów" "posezonowych wyprzedaży",utwierdza w przekonaniu że nowe wróciło i znów ceny są "po uważaniu".
  • Niemiecka jakość jednak istniała.
    Dawne auta, choćby.
    Teraz to i tak wiele rzeczy robi się w różnych krajach, niekoniecznie w Niemczech, ale marki są niemieckie.
    Gdy idzie o żywność, to ja niemal zawsze kupuję produkty lokalne. Zależy gdzie akurat przebywam.
  • @ikulalibal 17:47:29
    Jeśli już chcemy sięgnąć historycznie, to należy zwrócić uwagę na fakt iż nasza szlachta, jedyna warstwa społeczna mająca środki za wartość uznawała ziemię. Handlem, rzemiosłem szlachcic się brzydzi, tu można wspomnieć "wyszedł jak Zabłocki na mydle", był to szlachcic który chciał wzbogacić się na rzemiośle a konkretnie na produkcji mydła, ale wysokie cła nakładane na transport Wisłą przez władze Pruskie zysku mu w handlu zagranicznym nie zapewniały, stąd mydło chciał przewieźć w skrzyniach podwieszonych pod dnem łodzi. Niestety skrzynie nie były szczelne i mydło mu się wymydliło zanim do Gdańska dotarł.
    Rzemiosło do nas docierało wraz z imigrantami z zachodu, tak więc Żydzi, Chazarowie, którzy umiejętność obrotu pieniądzem nabyli na szlaku jedwabnym rządzili kredytami, produkcją rzemieślniczą Niemcy, a handlem jedni i drudzy pospołu. Czy z tego wynika nasza wiara iż produkt importowany jest produktem lepszym, nie wiem. Dziś jednak produkt importowany jest produktem tańszym, zaś w momencie najdrobniejszej usterki lepiej kupić nowy, niż naprawić.
  • @Zawisza Niebieski 18:18:03
    /ziarna kawy nie spełniają tak rygorystycznych/ trzeba mieć porażone kubki smakowe żeby pić niemiecką kawę ;-))

    widziałem scenkę w hipermarkecie, starsza pani z synem ok 45 letnim, wzięła jakiś towar z półki (serek czy coś takiego) a na to syn: "odłóż to z powrotem, bo to szwabskie"

    pozdrawiam
  • @Wican 18:08:12
    Teraz akurat w delegacji korzystam z wynajętego Seata Alhambra, nówka, pełna elektronika i co? Padł akumulator, drobna usterka w układzie ładowania. Samochód sam, na parkingu otwiera drzwi kierowcy i pasażera przy kierowcy, do drzwi tylnych ani do bagażnika dostępu nie ma. Masz w bagażniku wodę, walizki, narzędzia, nie dostaniesz się. Nie ma gorszej sytuacji niż jak elektronika stara się być mądrzejsza od kierowcy.
  • @roux 18:39:17
    Ja zwykle odkładam z komentarzem, "niech sobie sami to jedzą, smacznego" :)
  • @Zawisza Niebieski 18:18:03
    //Czy z tego wynika nasza wiara iż produkt importowany jest produktem lepszym//

    Nie ma już takiej wiary.Istnieje tylko we wspomnieniach własnych lecz prędzej zasłyszanych a tyczą one zupełnie innych czasów,innych Niemiec a nade wszystko innej "filozofii wytwarzania".XIX-wieczny wytwórca maszyn do szycia skupiał się na jakości wyrobu który powinien być doskonały pod względem wykonania i funkcjonowania.Przeto jego wyroby z powodzeniem "pracują " jeszcze w niejednym gospodarstwie domowym i jeśli nie będzie potopu będą pracować jeszcze przez następne stulecie.
    A dzisiaj pod tą samą marką wypuszcza się wyroby których trwałość jest tylko o kilka miesięcy dłuższa niż okres gwarancji.Jest to konsekwencja tego że dziś głowną troską jest to aby produkt był tani przeto dostępny dla mas.A że musi się to dziać kosztem jakości to nikogo nie obchodzi.
    Oprócz mnie oczywiście.
  • @Zawisza Niebieski 18:40:10
    Dlatego ja lubię stare auta. Gdzie jest czysta mechanika bez udogodnień typu elektronika, komputer, itd. Bo jak siądzie coś w nowoczesnym aucie, to naprawa kosztuje.A w starych autach, czysta mechanika. Zamek otwierany poprzez przekręcenie kluczyka, itd.
    Stare auta, niemieckie, amerykańskie są super
  • @Zawisza Niebieski 18:40:10
    Teraz już 3 kolejna pralka, nie wytrzymała u mnie 4 lat. Kiedyś ponad dychę dawały radę.
  • @ikulalibal 18:41:50
    Niedawno miałem sytuację, na maszynie zainstalowana została pralka, nowa zakupiona w Finlandii, po kilku miesiącach użytkowania padła, producent udziela gwarancji na całym terenie EU. Zgłosiłem, gwarancja nie obowiązuje, bo pralka do użytku domowego, a zamontowanie na maszynie to nie użytkowanie domowe. Cena naprawy zaporowa 950 zł. Gdybym zawiózł do domu i zamontował, naprawa byłaby na gwarancji. Fakt, że transport do domu i z powrotem + pobyt w oczekiwaniu na fachowca te 950 zł by zżarł, pralka poszła na złom.
  • Miałem niemiecki sprzęt jeżdżący ;-)
    Powiem tyle znam ten sprzęt od środka do niemal ostatniej śrubki w silniku, a wszystko to obstawiam dzięki tej niemieckiej jakości - strasznie się sypał. Nawet po zmianie wszystkiego na nowe po dodaniu mocniej gazu coś się musiało delikatnie pruć xD... tak że myślę że wiem czemu niemcy przegrali wojnę, dzięki swojej wunderwaffe xd....

    Mercedesy xd... przykład ciekawej historii no ale i wyposażenia i tak dalej.... znane z tego że lubią warsztaty... podobno przez to, że mają tyle nowych części i opracowań xD... że są wyposażone a to musi się psuć... no nie wiem zaraz ktoś się pewnie odezwie że merdecesy są super a fiaty jeszcze lepsze.... Ja tam bym unikał niemieckiej techniki. Na moje oko są całe sklepy z bublami xddd ale też mogę się mylić.
    Sam bym niemieckiego nie kupił no ale niestety poradzili xddd
  • @Zawisza Niebieski 18:41:28
    I słusznie bo "oni" to wymyślili przede wszystkim dla siebie.
    Zamiast się wyzłośliwiać dając upust tradycyjnej germanofobii lepiej się temu bliżej przyjrzeć.To bardziej rozwojowe czyli pożyteczne.
    Niemcy w XIX w miewali kłopoty z niedoborem żywności.Nie w sensie "afrykańskiego głodu" ale produkty szlachetne np masło, były na tyle drogie że wielu Niemców po prostu nie było na nie stać.I dlatego wymyślano i to skutecznie, produkty nazywane z niemiecka erzacami czyli takie które coś zastępowały.W ten sposób powstała margaryna zastępującą masło,marmolada zastępującą konfitury,sacharyna zastępująca cukier i wiele innych produktów marki Knorr czy Maggi.Wszystko to działo się w okresie burzliwego rozwoju przemysłu i nauki więc wynalazki chemii wychodziły na przeciw tym zapotrzebowaniom.
    Wszystko to oczywiście nie jest specjalnie smaczne i zapewne niezdrowe ale jeśli masz alternatywę ugotowanie zupy wyłacznie na wodzie lub z użyciem kostki maggi to wybór jest oczywisty.
    Kuchnia niemiecka jest koszmarna i nie znam ani jednej potrawy godnej polecenia.Natomiast wzruszający i zastanawiający jest fakt że "oni" przy tak skromnym asortymencie produktów wykształcili cała gałąź kucheno- piekarniczo-cukierniczych potraw dla dzieci.Zaś w naszej tradycyjnej kuchni nic takiego nie istnieje.A to co istnieje jest zapożyczeniem z innych tradycji.
  • @ikulalibal 19:28:20
    Jeśli już poruszyłeś sprawy kulinarne, pracuję z zespołami zagranicznymi złego słowa o kuchni polskiej nie usłyszałem, wręcz kiedyś od pewnego Niemca, którego wykłady tłumaczyłem usłyszałem zdanie. "Przyjechałem do Polski z myślą, że będę się tu odchudzał, ale widzę tu, że bym się wielu przyjemnych rzeczy pozbawił. Nasza kuchnia czerpie z wielu kuchni innych narodów zarówno Europy, Włoska (Bona), Francuska jak i z azjatyckich, kiszonki poznaliśmy od Mongołów, Tatarów. To daje wielorakość smaków. Piszesz o produktach dla dzieci? Czy były one nam potrzebne, kiedy w naszej kuchni mogliśmy znaleźć wiele potraw całkowicie zaspokajających potrzeby dzieci? Czy którąś z zupek w słoiczku mama swemu dziecku ugotować i przetrzeć nie może? Przemysł trzeba budować, gdy jakiegoś produktu na rynku nie ma. Zupka ze słoiczka wygodna, ale czy mamina nie lepsza?
  • @Leon. 19:12:01
    O Mercedesie nic nie powiem, bo nie mam wiedzy, ale niedaleko domu, tam gdzie z psem chodzę na spacer jest warsztat BMW, jakoś nigdy rano na placu pustek nie widuję. Mechanicy też nie często się opalają.
  • @Zawisza Niebieski 20:07:29
    Przecież nie o to mi chodzi.Ustalanie która kuchnia jest lepsza a która gorsza jest głupie prymitywne i dlatego nie dla mnie.To jest dobre co komu smakuje a smakuje to co poznało się z dziecięctwa i tyle w temacie.
    Jeśli wspominam o "elemencie dziecięcym" to w kontekście obecności tego elementu w kulturze jako takiej.Zupki i słoiczki nie mają nic do tego.
    Analizując zjawiska kulturowe (w tym zwyczaje kulinarne) można by mniemać że w naszej (tradycyjnej) kulturze dzieci są nieobecne.Są natomiast mali ludzi których potrzeby owszem zaspakaja się bo jakże inaczej, ale nic poza tym.
    Natomiast Niemcy z nie do końca znanych mi powodów wykształtowali całą kulturę "dziecięcej radości".Z kinderbalami,tytkami https://pl.wikipedia.org/wiki/Tyta ,kalendarzami adwentowymi,choinkami,prezentami,zajączkami,itd itp.
    Dziś kiedy te obyczaje ze względu na niosące ciepło stały się globalne, można nawet nie domyślać się tego że wszystkie one "urodziły się" w Niemczech.Najcześciej na przełomie XVIII i XIX w .
    Dlaczego niemiecki wiśniak (czy robol) zaprzątał sobie głowę tym jak sprawić dziecku frajdę a polski tylko tym jak dziecko nakarmić i obuć?
    Więc jak pan myśli panie Zawiszo Niebieski co było pierwsze ? czy wynalazek (prostego nawisem mówiąc ) wihajstra do wypieku oblatów https://www.google.com/search?q=do+wypiekania+oblat%C3%B3w&client=firefox-b-d&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwis8KifoYDjAhVk_CoKHbAECHsQ_AUIECgB&biw=1200&bih=590#imgdii=Y1mI4ZwBzE-69M:&imgrc=UyRA4MnzWRuCLM: czy chęć sprawienia dziecku przyjemności ?

    PS
    a tak poza wszystkim to dlaczego komizm znanego skeczu J.Tuwima "Ślusarz" w całosci opiera się "germanizmach" ? a nie na galicyzmach ?
  • @ikulalibal 20:54:39
    Jeśli chodzi o kuchnię to oczywiście nie liczy się smak, bo to odczucie indywidualne ale o różnorodność produktów i możliwości połączeń.
    Myślę, że i u nas z opieką dla dzieci nie było tak źle. Mamy np. wiele klechd, baśni, które opowiadano wieczorami. Co do rozrywek typu jakiś wesołych miasteczek to u nas na pewno było gorzej, ale wynika to z faktu iż u nas późno weszły rozliczenia finansowe (czynszowe) rozliczano się bezgotówkowo (pańszczyzna). Na zachodzie pomory (jak czarna ospa) spowodowały brak rąk do pracy, stąd przeszli na rozliczenia pieniężne, czyli pracownicy najemni opłacani gotówką, a to sprzyjało powstawaniu różnych działalności, jak właśnie takie wędrowne wesołe miasteczka, bo ludzie mając pieniądze mieli większą możliwość wyboru co chcą kupić i część z tych pieniędzy na rozrywki dla dzieci mogli przeznaczyć.
  • @Zawisza Niebieski 08:20:51
    Zawsze jak rozpoczynam testowanie cytryńcówki, jakby nie było - produkt na wskroś rodzimy, to zaczynam życzeniami dla niemieckiej gospodarki i pierwszy toast jest: DO DNA.
  • @Krzysztof J. Wojtas 11:36:05
    "Zawsze jak rozpoczynam testowanie cytryńcówki, jakby nie było - produkt na wskroś rodzimy"

    Czy testował pan cytrynówkę nieznanego pochodzenia?
  • @Krzysztof J. Wojtas 11:36:05
    Całkiem niezły toast, ale czy patriotyczny? Niemcy to jeden z największych odbiorców naszych produktów (meble, żywność...), więc niech im się tam gospodarka rozwija, pod warunkiem, że umiarkowanie, "langsam, langsam". :)
  • @Zawisza Niebieski 20:10:13
    BMW, to nie jest dziś najwyższa jakość niemiecka, ale myślę, że w tym warsztacie nie stały, ani roczne, ani nawet 5-letnie BMW, tylko co najmniej 10- i 15 -letnie, a może i 20-letnie "bryki". Nie żebym wychwalał niemieckie produkty (słodycze mają do niczego, ale kiełbasę "metkę" lepszą niż nasze wynalazki: łososiową, cebulową itp.), ale nie przesadzajmy.
  • @Talbot 12:41:00
    Nie widzę potrzeby. Zwłaszcza, że ja pisałem o cytryńcówce, a to produkt wyspecjalizowany, darzony szacunkiem przez tych z IQ > 130.

    Cytrynówką? To dla gawiedzi chyba...
    No, może też (gorszy sort) dla Niemców.
  • @s.r. 60 l. 14:06:20
    Te 15- 20 -letnie to może jeszcze były przyzwoite.
  • @s.r. 60 l. 14:06:20
    Myślę, że dziś jakość większości marek jest na zbliżonym poziomie. Naszpikowanie elektroniką rzeczywiście obniża niezawodność. Poprzednim samochodem jakim jeździłem było Renault Megane kupione w salonie i użytkowane przez 19 lat. Raz mnie zawiodła, gdy pękła sprężyna w przednim zawieszeniu, wtedy wróciła na lawecie. A tak w tym okresie z poważniejszych napraw poza zwykłą konserwacją miałem wymianę cewki zapłonowej, jeszcze na gwarancji, pęknięcie drążka skrętnego w tylnym zawieszeniu (wtedy wróciłem o własnych siłach) i na tym lista się kończy. W tej chwili prywatnie mam 3 letni samochód, w warsztacie pojawiam się raz w roku na przegląd.
  • @Zawisza Niebieski 15:23:50
    Tak sobie pomyślałem, a może mamy tak:
    - produkty polskie w 100%, z tradycyjnymi recepturami, idą w większości na eksport (do Niemiec?), "gatunek I",
    - produkty niemieckie dla Niemców, "gatunek II", ale i tak
    - produkty niemieckie dla Polaków, "gatunek III", bo testy dowiodły, że w Niemczech kupi się lepsze, co nie znaczy (zwłaszcza dziś), że DOBRE...

    W mojej okolicy działa wiejska masarnia, jeszcze parę lat temu robili wędliny "100% mięsa", potem nawet te od nich zaczęło czuć być chemią.
    Skutkiem tego nie jem wędlin wcale, poza salami z pieprzem, ale ono trzyma jakość (no i cenę, 35zł/kg, ale nie może być tanie, odleżeć się musi).
    Muszę kiedyś powtórzyć eksperyment z "podwawelską", "sklepowa" (może i 10 lat temu, skleroza), po 2 tygodniach w cieple i przewiewie straciła z 50% objętości, zyskała piękny biały wykwit (bo nie była to pleśń). Ta z masarni w podobnych warunkach straciła trochę objętości i stwardniała. A sklepowej to nawet po pół roku pleśń nie chciała :).

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031